Wieczne jutro

Zmiany są przerażające. Niektóre, długo wyczekiwane, będące szczytem marzeń stają się koszmarem. A te, których się boimy, i które odwlekamy na wieczne jutro, stają się wybawieniem. Można się pogubić.

Można też siedzieć w swojej strefie komfortu. Albo, równie dobrze można z niej wyjść. Ale jak to? Tak zaraz? Od razu? Najlepiej już. Tylko komu starczy odwagi? Nielicznym. Wydawałoby się, że wybrańcom losu. Albo urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą. A co, ze mną? Pytamy. Nie wiadomo kogo. I nie wiadomo, na co czekamy.

Obiło mi się o uszy, że czekanie też może być dobrą opcją. Tak, niech świat zrobi coś za mnie. Niech mnie kopnie w dupę. W tedy się ruszę, bo nie będę mieć wyjścia. A może zdarzy się cud? No nie wiem…. wygram kilka ładnych milionów i z zachwytu oniemieję. Ale czy to rozwiąże problemy? Zależy jakie kto ma. Jaki jest Twój?

Ja mam kilka. Wydawało by się, że każdy z innej parafii. Ale wszystko się ładnie ze sobą łączy. Takie błędne koło. Czuje się na nim, jak na diabelskim młynie. I nie wiem co robić. Zbyt wiele rzeczy nie zależy ode mnie. Choćbym się dwoiła i troiła. Czasem, nawet zdarza mi się wyjść z siebie, ale i to nie pomaga. Ktoś ładnie to określił – jesteś w ciemnej dupie.

Ale! Biorąc pod uwagę, wszystkie za i wszystkie przeciw, wychodzi na jedno. Jestem w tym miejscu, bo doprowadziły mnie tu moje wszystkie (małe czy duże) decyzje życiowe. Więc? Być może należy zacząć od małych zmian. Na przykład odłożyć to wieczne jutro na wczoraj?