Wyrzuty sumienia

Masz X lat. Dom. Rodzinę, na którą składa się mąż, dzieci i jakiś dziki czworonóg. Ot, cała ferajna. Czasem do tego, dochodzi babcia i dziadek… Dom na wypasie! Mieszkacie sobie spokojnie. Żyjecie jak wszyscy… Ale Ty postanawiasz wyjść z domu. Na kawę z psiapsiółką.

I zalewa Cię zimny pot. Ale jak to? Co oni zrobią beze mnie? Czy dzieci to przeżyją? Co zjedzą? Co będą robić? Czy domu mi nie spalą? Totalna paranoja myśli. Burza pełna czarnych obrazów. A wszystko, dlatego, że zachciało Ci się odetchnąć. Gdzieś po za domem, z kimś kto nie spędza z Tobą każdej sekundy życia. Kto nie wie, że cały dzień łazisz w dresie… Tak, w tym sprawnym dresie, który kupiłaś 5 lat temu.

Siedzisz jak na szpilkach. Słuchasz, dyskutujesz. Popijasz kawę. Wcinasz bezglutenowe czekoladowe ciasto. A zaraz patrzysz ślepo w dal. Ale jak to, ja zapomniałam?! Zapomniałam o całym swoim świecie, i jestem tu, i teraz. Głupiejesz. Gonitwa myśli przebiega Ci po zwojach mózgowych. Drepta i wierci się niemiłosiernie. Męczysz się. Chcesz do domu. Uciekasz. Dajesz się ponieść wyrzutom sumienia i wracasz.

A w domu, nikt nawet nie zauważył, że Cię nie ma.

I okazuje się, że wyrzuty sumienia są zbędnym elementem kobiecej duszy. Dziwnie, nas ta matka natura wyposażyła… Ale może jest to kwestia przetrwania gatunku. Sądzę, że równie dobrze znajdzie się las rąk (głównie naszych babć), które wykrzyczą, że chyba nam się w dupach po przewracało. Bo mamy wszystko. Tak, to prawda. Ale może właśnie, w tym wszystkim nie mamy sobie.