Złe matki są najlepsze

Do książki „Złe matki są najlepsze” podeszłam dość sceptycznie. Bo co można jeszcze na temat macierzyństwa powiedzieć – albo go wy-lukrować albo z demonizować. A Matylda zszokowała mnie całkowicie. Oto, powstał nowy obraz Matki Polki. Matki Złej, która w tej swojej samolubności rozpuście, idzie na przekór wszystkiemu, czym rządzi obecny świat. Podąża za intuicją, maszerując ramię w ramię z Matką Naturą.

Książka genialna w swojej prostocie. Łamie wszelkie stereotypy. Uczy, że warto wsłuchać się w siebie. I tylko za głosem swojej intuicji podążać.

Całość podzielona jest na wiele małych rozdziałów, dotyczących różnych zagadnień, które de facto się ze sobą łączą, w jeden spójny obraz macierzyństwa. Można czytać wspak, od środka, bądź na raty. Wszystko dostosowane na potrzeby Matek. Tych, co karmią piersią lat 7, i tych co od urodzenia podają dziecku mm. Autorka nikogo nie krytykuje, bo jak wiadomo w życiu bywa różnie. Każdy ma wolny wybór. Amen.

Kozakiewicz wciąga nas w swoje osobiste życie, pokazując, że istnieje szczęśliwe i instynktowne macierzyństwo. Podrzuca nam również pomysł na niepowtarzalną i wielofunkcyjną zabawkę dla naszej pociechy. Oczywiście chodzi o… Tatę, ale przyznam szczerze, że nie od razu załapałam, i zachodziłam w głowę, jakaż to zabawka ma tyle opcji!

Przytacza również mnóstwo ciekawych zabobonów, o których nie miałam bladego pojęcia, a które krążą po naszych słowiańskich ziemiach. I które pewnie prędko nie wymrą, jak sławetna czerwona kokardka.

Matylda rozbawiła mnie do łez, porównując dziecko do ziemniaka. Tfu! Raczej niemowlaka do ziemniaka. Ale coś w tym jest… każda matka jest po uszy zakochana w swoim dziecku, które skrzętnie u hodowała, nawet jeśli nie jest urodziwe. Ale bądźmy szczerzy, wszystkie dzieci są śliczne, to tylko kwestia oczu, które na nie spoglądają.

Gorąco polecam obecnym i przyszłym mamą! Nie znajdziecie lepszego poradnika szczęśliwej mamy!