We wspólnym rytmie – Jojo Moyes

Ciężko jest pisać wciąż pochlebne recenzje. Ale co zrobić, gdy każda kolejna książką, po którą sięgam jest lepsza od poprzedniej? Siła wyższa!

Dobrze zrozumieją mnie na pewno stali czytelnicy Jojo Moyes, ponieważ przyciąga ona dobrze opisanymi historiami, ze szczęśliwym zakończeniem. Och, jak dobrze jest zanurzyć się choć na chwilę w świecie, w którym po burzy zawsze wychodzi słońce, i wszystko kończy się happy endem.

A więc… Mamy rozpadające się małżeństwo Natashy i Maca. Jej dobrze prosperującą karierę prawniczki i jego urok osobisty, któremu ulegają wszystkie kobiety. Mamy również młodziutką Sarę i jej wielką miłość do koni, a właściwie do jednego – Boo. Cała ta trójka (plus koń) to mieszanka wybuchowa skrywanych uczuć i emocji. Więc czy uda się im znaleźć wspólny rytm?

Być może te kilka słów to za mało żeby opisać dobrą książkę. Ale mam nadzieję, że wystarczająco dużo, żeby skusić wszystkich do lektury. Jeżeli jeszcze nie czytałaś/eś żadnej pozycji Moyes to czas najwyższy! Bo na pewno uzależnisz się od jej lekkiego pióra i wciągających historii.